Joker - nasz pierwszy wokalista i geneza ruszenia w trasę

Część III – HARTOWANIE STALI

Wrona Logo Zespołu        A więc stało się. Bez ostrzeżenia, bez zapowiedzi. Bez nieśmiałych prób, bez patrzenia na konwenanse, czy normy społeczne – w końcu stateczni panowie biegający z gitarami (a w biegu tym powoli wiekowo docierający do półwiecza) nie są widokiem codziennym i łatwo przyswajalnym – HELLHAIM, z w pełni ukształtowanym składem, wyruszył na podbój Warszawy i okolic. Jak zapewne zauważyłeś, drogi czytelniku, w trakcie naszej opowieści nastąpiło płynne przejście od momentu zawiązania się składu zespołu, a rozpoczęciem koncertowania. Jeśli do tej pory bacznie śledzisz historię zespołu i z wypiekami na twarzy witasz każde nowe zdanie, przybliżające Ci sylwetki jego członków, z pewnością na usta ciśnie Ci się okrzyk: „Zaraz! Narratorze! Przecież czytam o zespole muzycznym, znam więc już jego skład i historię, jednak do tej pory nawet pół zdania nie zostało powiedziane o samej muzyce!”. Czujności tej należałoby Ci więc pogratulować, a ja śpieszę z uzupełnieniem naszej opowieści o wartstwę muzyczną – otóż muzyka zespołu stała się wypadkową pięciu jego członków i po dziś dzień zwolennicy wszelkich łatek i szufladkowania głowią się jak ją scharakteryzować. Dla uproszczenia obrazu można jednak przyjąć, że była to muzyka oscylująca wokół szeroko pojętego rocka i metalu.
        Początkowo klasyczne brzmienie miało też swoje uzasadnienie – środowisko metalowe w Polsce nie narzeka na brak formacji bezpośrednio odwołujących się do klasyki gatunku i składających hołd jego estetyce, trudno jednak o zespół, który de facto sam byłby odrodzoną klasyką – w końcu Al i Schenker wyrośli na żyznym heavy metalowym gruncie lat 80-tych i byli uczestnikami i obserwatorami wielu wiekopomnych wydarzeń, a także wzrastających i upadających karier. Obecność tych dwóch gitarowych tuzów odcisnęła zatem zdecydowanie największe piętno na muzyce, gdyż ci właśnie wielcy kapłani ceremonii regularnie przywoływali z odległych zakątków wielu wymiarów dźwięki, które następnie przekształcali na bardziej… przystępną dla ludzkiego ucha formę utworów. Słowa i dźwięki zaczęły nabierać znaczenia, tworzyć całość i w ten sposób powstałe pierwsze utwory debiutowały na deskach warszawskich klubów – klubów, z których niewiele dotrwało do dnia dzisiejszego. Ich niegdysiejsi stali bywalcy wspominając tamte dni są jednak zgodni, że zespół od początku wzbudzał niemałe zainteresowanie i urzekał egalitaryzmem koncertów – przyciągał na nich bowiem tak młodych gniewnych, jak i intelektualistów, chcących pochylić się nad przekazem tekstowym. Okazało się wtedy, że o ile w warstwie lirycznej zespół mógł zagiąć parol na niejednego ambitnego erudytę, to ich dynamiczne numery momentalnie ściągały pod scenę zapoconą młodzież, aby połączyła się we wspólnym skakaniu i zabawie. Energetyczne koncerty stały się wizytówką formacji, która, uzbrojona w repertuar pierwszoligowych metalowych hymnów, rozpoczęła poszerzanie stref wpływów, każdy kolejny klub odznaczając na swojej mapie jako zdobyty bastion. Z każdego koncertu zespół wychodził z wianuszkiem fanów, którymi nierzadko byli… właściele klubów, w regularnych odstępach czasu proszący potem HELLHAIM o kolejny koncert w ich przybytkach. W niedługim czasie po zawiązaniu, zespół nasz znalazł się więc na fali wznoszącej i nic nie zdawało się być w stanie powstrzymać ich w marszu na szczyt. I tutaj właśnie, drogi czytelniku, historia nasza nabiera rumieńców – w tym bowiem momencie największych możliwości, w tajemniczych okolicznościach zespół zdecydował się opuścić frontman i wokalista – Mariusz „Joker” Garwoliński…

Hellhaim czasy współczesne